niedziela, 21 maja 2017

Matko alergika - rozumiem Cię

azs u niemowlaka


Bycie matką alergika nie jest łatwe. To pasmo wyrzeczeń i kombinacji, by maleństwu pomóc, a nie zaszkodzić. Sama od kilku miesięcy borykam się z tym problemem i wiesz co? Jest bardzo różnie! Ale chcę dziś powiedzieć Ci, że nie jesteś sama a pewne odczucia i myśli są naturalne dla każdej z nas i nie świadczą o byciu złą matką. To, że walczysz ze sobą i całym tym błędnym kołem to najlepszy przykład Twojej miłości i opiekuńczości! Chcę Ci dziś powiedzieć kilka istotnych dla mnie rzeczy.


Wiem co czujesz słuchając opowieści koleżanek o tym, że ich dzieci zajadają się cytrusami, jogurcikami albo pomidorami, podczas gdy Toje nie może cieszyć się ich smakiem. Znam doskonale to uczucie, kiedy z niepewnością i nadzieją podajesz dziecku nowy produkt, licząc, że może choć to będzie mogło jeść. Nie obcy mi ten żal i ból, który zrozumie tylko matka widząc, że znów pojawiło się uczulenie, a z jadłospisu należy wykreślić koleją pozycję. Rezygnacja jest mi również doskonale znana. 

Są chwilę, kiedy obie z Panną N zapominamy o całej sprawie, skóra wygląda doskonale i wszystko jest ok. Niestety często przychodzi taki moment, kiedy kolejny nowy produkt podany dziecku wywołuje reakcję alergiczną. Znów czekanie, aż plamy znikną i kolejne próby innych składników. Ze względu na fakt, że karmię piersią ja również jestem na diecie. Czasem zupełnie mi to nie przeszkadza. Są dni, że zajadam się tym wszystkim co mogę jeść i zapominam o długiej liście rzeczy dla mnie zakazanych. Ale nie zawsze tak jest. Zdarzają się momenty, gdy mam wrażenie, że dłużej tak nie dam rady. Nie mogę patrzeć już na pieczone mięso, ugotowaną marchewkę i krupnik. Wciąż jem tylko jedno i to samo. Zero urozmaicenia. Bo co też można urozmaicić w kilku składnikach w jadłospisie?! 

Miewam zrywy, gdy chce mi się ugotować coś pysznego, nowego. Szukam wtedy przepisów i z przykrością stwierdzam na koniec, że w każdym daniu na które mam ochotę jest jakiś kluczowy składnik, którego nie mogę zjeść. Znasz to uczucie, że jedzenie rośnie Ci już w ustach i w sumie wolisz już nic nie jeść? A jak radzisz sobie ze spotkaniami rodzinnymi z suto zastawionym stołem, na którym nie ma nic dla Ciebie? Zapachy doprowadzają do skrętu kiszek a Ty możesz tylko patrzeć i słuchać zachwytów zajadających się osób. Oj jak ja to znam! Nie jesteś sama!

I może znajdzie się ktoś, kto powie, że skoro jest mi ciężko to powinnam przestać karmić. I już, po problemie. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że dla mojej córki, która również cierpi z powodu nietolerancji pokarmowych mój pokarm to najlepsze i najskuteczniejsze lekarstwo. Nie wiem czy wiecie, ale kobiece mleko jak nic innego ma działanie wspierające walkę z alergią pokarmową. Poza tym, moje dziecko ma alergię na mleko krowie, a co za tym idzie również dużą większość mlek modyfikowanych. Hipoalergicznym mlekiem z apteki pluje dalej niż widzi. Nie mogę i nie chcę pozbawić jej tego co dla niej najlepsze, a w zasadzie tego co jest jedynym mlekiem jakie ona akceptuje. 

I pewnie zgodzisz się ze mną Droga Matko Alergika, że przytłaczająca jest również nieokreślona data końca alergii. Gdybyśmy tylko wiedziały, że niedługo skończy się cała ta walka i nasze pociechy będą mogły popijać jajka mlekiem z uśmiechem na ustach i czystą skórą. Ale musimy wierzyć, że ten dzień przyjdzie prędzej niż myślisz! A jeśli nawet alergia na jakiś produkt pozostanie to nauczymy się tak z tym żyć, by dziecko nie zauważyło tego braku w swoim codziennym życiu. 

Myślę, że najlepsze co możemy teraz zrobić to trzymać się razem i wspierać się wspólnie dobrym słowem, doświadczeniem, no i oczywiście przepisami! Dalej wierzę, że jest cała masa dań, które smakują doskonale i bez wyrzutów będę mogła jeść! Dlatego też stworzyłam wyjątkową grupę, do której serdecznie Cię zapraszam! Bądźmy tam dla siebie, by pomóc sobie nawzajem w tym trudnym czasie. Nikt nie zrozumie Cię lepiej, niż matka w podobnej sytuacji. Jeśli masz czasem dość, ręce opadają z bezsilności a zapach duszonego mięsa przyprawia Cię o mdłości - pomóż mi stworzyć miejsce, w którym znajdziesz kobiety o podobnych doświadczeniach. W grupie raźniej! 

Jeśli chcesz do nas dołączyć, zapraszam -> Grupa mam alegików
Czytaj więcej >

czwartek, 11 maja 2017

Kryzys w związku. Jak mu zaradzić?


Kryzys w małżeństwie



Nie sztuką jest stworzyć związek i zdecydować się na małżeństwo. Prawdziwa sztuka tkwi w czymś zupełnie innym. Czy znasz przepis na udany związek? Dzisiejsze czasy tak łatwo przekreślają wszystko co wymaga pracy i wysiłku. Stawiają na konsumpcję i branie z życia samych przyjemności. Tak samo jest z kreowanym wizerunkiem idealnego związku. Jeśli coś psuje się między Wami - skończ to. Po co trwać w czymś co Cię ogranicza, męczy czy kosztuje sporo wysiłku. Łatwiej jest porzucić i znaleźć "miłość" gdzieś indziej niż zostać tu gdzie jesteś i próbować naprawić. Czy wiecie jak wielki jest odsetek rozwodów wśród ludzi, którzy jeszcze niedawno spijali sobie z dziubków? Zastraszająca!


Myślę, że każdy człowiek wchodzący w nowy związek ma bardzo wyidealizowany obraz tego jak będzie on wyglądał za kilka, może kilkanaście lat. Nie planuje się przecież kryzysów, kłótni i bezsilnych prób porozumienia się z drugim człowiekiem. A jednak w każdym związku te chwile przychodzą. To jak sobie z nimi poradzimy rzutuje na naszą przyszłość i to czy związek przetrwa.

Częstym momentem rozczarowania w większości małżeństw są początki. Nie bez przyczyny mówi się o docieraniu siebie nawzajem. Złośliwi mówią, że trwa ono siedem lat. Później już odpuszczasz i jest Ci wszystko jedno. Czy rzeczywiście jest aż tak źle? Nie zrozum mnie źle, nie mówię tutaj oczywiście o wszystkich. U każdego ten czas może pojawić się w innym momencie. Widzę natomiast wśród moich znajomych i relacji innych kobiet, że początki małżeństwa, po opadnięciu pierwszych motyli w brzuchu i nacieszeniu się sobą są dość bolesne. To właśnie wtedy pojawiają się pierwsze wątpliowości. Musimy zderzyć  własne marzenia, wizje i ideały z szarą, smutną rzeczywistością. Nagle okazuje się, że Twój mąż nie spusza wody w toalecie, zapomina o wrzucaniu skarpetek do kosza na bieliznę a w trakcie kłótni zamiast próbować się pogodzić i rozmawiać godzinami o waszych problemach odwraca się i wychodzi z domu. Nie tak to sobie zaplanowałaś! Problem goni problem, konflikt za konfliktem sprawia, że masz ochotę spakować się i już nigdy nie wrócić.
Czasem kryzysy dopadają związki długoletnie. Często mowi się, że się wypaliły, zjadła ich rutyna. Dwoje ludzi, którzy kochali się do szaleństwa nagle stają się sobie zupełnie obcy. 

Dziś usłyszałam fantastyczną historię, która pokazuje co mogą zrobić ze związkiem negatywne emocje i niewyjaśnione sprawy.
"Do pewnej poradni małżeńskiej przyszła kobieta, która na wstępie powiedziała, że przestała kochać własnego męża. Chce spakować siebie i dzieci i odejść. Ma dosyć swojego męża, a w zasadzie to każdego faceta. Terapeuta spojrzał na nią i spokojnie zapytał czy gdyby jej mąż zachorował siedziałaby przy jego łóżku. Zdezorientowana kobieta odpowiedziała, że oczywiście. Siedziałaby. Następnie zapytał ją czy gotuje mu obiad, pierze brudne gacie i martwi się, gdy ten długo nie wraca z pracy. Na wszystkie pytania kobieta udzieliła twierdzącej odpowiedzi. Mężczyzna spojrzał na nią i z uśmiechem powiedział:"Droga Pani. Mam dla Pani rozczarowującą odpowiedź - Pani kocha swojego męża. I to jeszcze jak! Pani ma w tym momencie tak wiele negatywnych uczuć w stosunku do niego, że przyćmiewają one rzeczywistość. Ale dla pocieszenia powiem Pani - uczucia są zmienne, więc jest dla Was nadzieja. Skoro więc ustaliliśmy, że Pani kocha jednak swojego męża, zajmijmy się uczuciami, które należy zmienić".

Nie wiem jak dla Ciebie, ale dla mnie ta historia jest pełna nadziei. Tak wielu ludzi dziś myli miłość z emocjami. Poddajemy się na pierwszej napotkanej przeszkodzie. Zdaj sobie dziś sprawę z tego, że nawet jeśli Ty i Twój partner przeżywacie właśnie jakieś kryzysy, ale jednak w duchu odpowiedziałaś choć jedno powyższe pytanie twierdząco - walcz! Miłość to ciężka praca, która nie jest tylko motylami w brzuchu i emocjami, które utrzymują nas 3 metry nad ziemią. Często to robienie czegoś wbrew emocjom, które podpowiadają, żeby wyjśc, rzucić wszystko i zacząć od nowa. Jeśli oddajesz jakąś część siebie komuś z miłości to już pierwszy argument do tego, by próbować poukładać klocki, które się rozsypały.


Jak można próbować przetrwać kryzys i walczyć o swój związek? To ciągła rozmowa, mówienie drugiemu o swoich oczekiwanieach, uczuciach i pragnieniach. Często to również codzienna troska o ukochaną osobę, podtrzymywanie żaru uczuć każdego dnia do końca życia. 

Mam też dla Ciebie jedną praktyczną i bardzo konkretną radę. To klucz do sukcesu każdego małżeństwa. 



UMAWIAJCIE SIĘ NA RANDKI!


Niech żar płonie, flirt wisi w waszym powietrzu a cotygodniowe oczekiwanie na czas tylko dla siebie rozpala Wasze serca i myśli. Wiem co teraz powiesz. Uprzedzę Cię. Nie musisz wychodzić co tydzień. Wystarczy znaleźć czas dla siebie choć raz w miesiącu! Zorganizuj opiekę nad dzieckiem i daj się ponieść szaleństwu z Tym, z którym codziennie dzielisz własne, czasem monotonne życie. Oboje poczujcie napływ świeżości, relaksu i smak własnego towarzystwa. Słuchając siebie i spędzając czas na randkach z pewnością uda się stworzyć piękną, trwałą relację. I tego wszystkim życzę :)

Czytaj więcej >

niedziela, 7 maja 2017

3,2,1... start! Mój codzienny wyścig z czasem


Czas wolny matki


Znasz to? 

Dziecko zamyka oczy a dla mnie rozpoczyna się wyścig z czasem. Czuję się szczęśliwa z tak dumnie brzmiącego 'czasu dla siebie'. Biegnę do kuchni i nastawiam kawę. Tyle chcę zrobić dla siebie w trakcie tej drzemki. Planowałam ten moment od rana. Tylko ja. To mój czas, moje chwile. Trzeba to wykorzystać. Nie mogę stać w miejscu! To musi być rozwijający czas. Nie mogę tępo gapić się w ekran i wegetować. 


Dobra to może angielski? Tak! Doskonale. Sama postanowiłam sobie przecież ćwiczyć języki obce. To zaowocuje. Zrobię angielski! 
Chociaż w sumie dawno nie pisałam nic na bloga. Zależy mi na nim bardzo, więc chyba powinnam tam dziś zajrzeć. Dobra, to szybko napisze jakiś post a potem poćwiczę słownictwo z angielskiego. 
Ok. Siedzę. W głowie tryliardy myśli, których sama nie jestem w stanie ogarnąć. O czym to miał być ten post? Kurde sama nie wiem. Chce żeby trafił do ludzi, żeby się z nim utożsamiali. Już wiem! W głowie koncepcja sama się układa. Aj! Zapomniałam! Muszę nastawić wodę na kaszkę, bo jak Mała wstanie to będzie głodna. Lecę. No tak. Mięso miałam zamarynować. Potem pewnie nie odlepię od siebie tej małej istotki i znów będą na obiad kanapki. Eh. W międzyczasie to w sumie pasowałoby zjeść śniadanie, bo boję się, że burczenie w brzuchu obudzi dziecko. No i pranie... Kurde nie! Stop. Pranie poczeka. Siadam! Na plecach czuję oddech uciekającego czasu. O czym to ja miałam pisać? Wena odeszła... No nic. To może ten angielski! Słówka otwarte, ale nie tylko one... Spostrzegam, że otwarte są też wielkie oczy mojej córeczki, która uśmiecha się i wyciąga rączki. Czas na kaszkę. No nic, zrobię to wszystko wieczorem. Wróci mąż z pracy. Pomoże mi. Poproszę o czas dla siebie. 


O godzinie 17:30 drzwi otwierają się i w progu staje zmęczony i głodny gospodarz domu. Je obiad a potem chce zająć się dzieckiem, żebym mogła mieć chwilę dla siebie. Kochany jest! Siadam. W głowie czuję znany mi dobrze natłok myśli i niezdecydowanie co do sposobu spędzenia tego wyczekiwanego czasu. Priorytety! Gdzie są priorytety? Do głowy przychodzi mi niewłączona zmywarka i bałagan, który próbuje sam wyjść z kuchni. Jeśli nie zrobię tego teraz to jutro się nie pozbieram. Poczucie obowiązku dobija się do mojej głowy jak szalone. Niech będzie. Pospieszę się!
40 minut później siadam do swoich spraw lekko podirytowana tym, że sprzątanie zajęło mi aż tyle czasu. Znowu spotykam się z uczuciem, które z pewnością czuje pies puszczony z łańcucha. Co robić? Dobra, po kolei. Blog! Odpalam laptopa i włączam internet. Tylko na moment wchodzę na facebooka, bo wyświetliły mi się nieodczytane wiadomości. O! Koleżanka dodała nowe zdjęcie! Mm.. A na forum ktoś zadał ciekawe pytanie. Tylko poczytam kilka odpowiedzi. Nagle okazuje się, że moje dziecko zgłodniało. I godzina wskazuje, że czas na kąpiel i usypianie. No nic. Dokończę później. W zasadzie to dopiero zacznę... Godzinę później Panna N. smacznie śpi. Ja już zdenerwowana swoim opóźnieniem i tym, że cały dzień nic nie zrobiłam siadam do pisania. Przez 15 minut gapię się w pusty arkusz Worda. Jestem tak zmęczona, że nie myślę. W głowie pustka i jedyna myśl, która przychodzi mi do głowy to wewnętrzne błaganie o sen. Jeśli zaraz się nie położę  to zasnę na stole. A czeka mnie jeszcze kilka pobudek na karmienie w nocy. Zrezygnowana sunę do łazienki, a potem zasypiam gdy tylko poczuję poziom. Jutro będzie lepiej! Tak! Jutro wykorzystam swój czas wolny maksymalnie i zrobię mnóstwo super rzeczy!


Domyślasz się może scenariusza następnego dnia?
 Jak jest u Was? Może radzicie sobie lepiej i podsuniecie mi kilka cennych rad?
Czytaj więcej >

niedziela, 9 kwietnia 2017

Dlaczego Prowincja?


Moje miejsce na Ziemii


Jeszcze kilka lat temu marzyłam o życiu w wielkim mieście, wysokich szpilkach i podbiciu świata. Ogrom możliwości jaki daje mieszkanie tam wywoływał u mnie motyle w brzuchu. Mieszkając w swojej Prowincji z rodzicami ja, licealistka miałam w głowie mnóstwo planów i ambicji. No i stało się. Zdana matura, wybór studiów, pakowanie się i... 'metropolio witaj!' 


Przez wszystkie lata, które tam spędziłam zachwycałam się innym życiem, którego dane mi było spróbować. Kina, teatry, wielkie galerie handlowe i miasto, które wciąga jak narkotyk. W głębi duszy czułam jednak, że czegoś mi brakuje. Każde wyjście z mieszkania to wyprawa, która zajmuje mnóstwo czasu, autobusy i tramwaje, przesiadki i moje szczęście do spóźniania się o kilka sekund na przystanek. Ciągły bieg i brak czasu dla siebie. Duże miasto tak bardzo wciąga, że nawet się nie obejrzysz a biegniesz razem z nim w wyścigu, którego sama nie rozumiesz. Nie zrozum mnie źle! Ja kocham duże miasta! Do dziś czuje ciepło na sercu, gdy wspominam mój Kraków. MÓJ - on już nim pozostanie na zawsze. Życie studenckie jest wspaniałe, beztroskie i duże miasto to wprost idealne miejsce, by czerpać z uroków życia. 


Kiedy jednak zaczęłam myśleć o założeniu rodziny, dziecku i pracy na etacie nie mogłam sobie wyobrazić nas w tym miejscu. Przez jakiś czas miałam okazję pracować na cały etat w Krakowie, studiować i prowadzić dom z mężem. I wiecie co? My nie mieliśmy czasu porozmawiać! Czas potrzebny na dotarcie do pracy, sama praca, powrót, zakupy i wieczorne gotowanie na następny dzień sprawiły, że zasypialiśmy przed położeniem głowy na poduszkę. Jako małżeństwo tuż po ślubie nie mieliśmy nawet kiedy cieszyć się sobą. To był ten moment. W głębi duszy zaczęła coraz głośniej krzyczeć tęsknota za naszą Prowincją, ciszą i spokojem ulic, rodziną, której w Krakowie bardzo nam brakowało i czystym powietrzem, które pozwala oddychać pełną piersią. 

Długie rozmowy o dziecku i wspólnych planach zaczęły krążyć wokół powrotu. Zanim się obejrzałam życie samo ściągnęło nas do domu.
 
Tu czuję się na swoim miejscu, to mój dom i tu chcę żyć. Może nie ma tu ogromnych kin, galerii i drapaczy chmur. Są niskie bloki, osiedlowe sklepiki i znajomi, których spotykam na każdym kroku. Wychodząc na spacer z córką nie boję się smogu ani nadmiaru spalin. Autobusy to sporadyczny widok, poza tym wszędzie możesz dojść piechotą. A najwspanialsze dla mnie jest to, że moja rodzina jest na wyciągnięcie ręki. Panna N. ma możliwość często odwiedzać babcie i dziadków, ja mam wsparcie i pomoc, które są tak potrzebne przy pierwszym dziecku no i to poczucie, że są tu wszyscy, których kocham. 

Kiedyś zresztą pisałam już o moim miejscu na Ziemi tutaj. Tamten tekst był bardzo podobny. Dziś piszę to rok później, z perspektywy matki. Czy coś się zmieniło? Sprawdź! Jedno mogę zdradzić! Wymieniłam kawalerkę na dwa pokoje. Co ciekawę, udało nam się wynająć mieszkanie dwa piętra nad mieszkaniem moich rodziców. Uwielbiam, gdy moja siostra wpada do mnie na chwilę w kapciach, my możemy odwiedzić babcię na moment wracając ze spaceru. Oczywiście dla jednych byłby to plus jak dla mnie, dla innych odwrotnie. Ja mam wspaniałą relację ze swoimi rodzicami, którzy zawsze byli mi przyjaciółmi dlatego jest to dla mnie cudowne rozwiązanie. 



Wielki świecie! Nie twierdzę, że kiedyś do Ciebie nie trafię. Może przyjdzie czas w moim życiu, kiedy będę chciała znów założyć szpilki i podbijać świat. Rozwijać można się wszędzie jeśli tylko się chce - i ja wciąż do tego dążę. Może jednak przyjdzie chwila, gdy znów poczuję zapach spalin unoszący się w powietrzu i urok, jaki niesie za sobą podróżowanie tramwajem. Być może przyjdzie czas, że spotkamy się w jednym z biurowców, a mój samochód wzbogaci korki ulicznę. I być może da mi to szczęście. Nie przeczę. Teraz jednak chce być tu, na mojej Prowincji.


Moje miasto



A czy Ty znalazłaś już swoje miejsce na Ziemi?



Jeśli podobał Ci się mój tekst udostępnij go lub zostaw komentarz, a  będę wiedziała, że moja praca ma sens. Twój gest to ogromna motywacja do dalszego pisania!
Czytaj więcej >

środa, 5 kwietnia 2017

Domowy chleb, który wywoła orgazm Twoich kubków smakowych


Chleb na zakwasie


O tym, że ciepły chlebek z masełkiem własnej roboty to raj dla podniebienia nie muszę chyba nikogo przekonywać. Dodajmy do tego jeszcze ten wyjątkowy zapach unoszący się w całym domu. No i najważniejsze - bez konserwantów i ulepszaczy. Po prostu wiesz, co jesz.


Jak już wcześniej wspominałam Wam tutaj, moja córeczka ma alergie pokarmowe. Musiałam więc przejść na zdrowszą dietę. Myślę, że unikanie konserwantów to jednak doskonały pomysł dla każdego. Wszystko co możemy kupić w sklepach nafaszerowane jest mnóstwem świństwa aż po samo denko.


Ten chleb to idealna propozycja dla tych, którzy chcą przyprawić swoje kubki smakowe o orgazm a jednocześnie zjeść zdrowo! No i najważniejsze - przepis to majstersztyk wśród chlebów - gwarancja mojej teściowej! Zdrowy, pyszny i własnej roboty - zachwyt męża murowany!

No to co? Już czujesz ten smak i aromat?

Pieczemy!

Potrzebne Ci będą:
1 szklanka mąki żytniej
0,5 kostki drożdży
0,5 szklanki słonecznika łuskanego
3/4 szklankk siemienia lnianego
Dwie garści otrębów owsianych i żytnich
2 stołowe łyżki soli
3 stołowe łyżki cukru
4 szklanki letniej wody 
1 kg mąki pszennej 650
Zakwas



Jak działamy? Cały proces jest banalnie prosty!

Mąkę żytnią wymieszaj z 1 szklanką letniej wody i odstaw na 6 godzin. Po tym czasie wrzuc wszystkie składniki i wymieszaj ciasto ręką (pamiętaj, by drożdże rozpuścić wcześniej w połowie szklanki letniej wody). Odstaw ciasto w ciepłe miejsce, by urosło. 

Podobno niektórym wystarczy 15 minut, u mnie było to jednak pół godziny. Gdyby ciasto bardzo Ci urosło, wymieszaj go i odstaw znowu na chwilę. 

Po tym czasie przełóż go na przygotowane wcześniej keksówki wyłożone papierem do pieczenia. Mnie wychodzą dwie spore keksówki. Włóż chleb do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około 60 minut. I gotowe!


Takie proste a jakie smaczne!


Jeśli przepis Ci się spodobał - udostępnij go, by chleb z Prowincji zagościł również u innych. Jeżeli natomiast go wypróbowałaś - koniecznie pochwal się w komentarzu czy smakował!

Czytaj więcej >

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Jak rozszerzać dietę niemowlaka



Jak rozszerzać dietę niemowlaka

Jeszcze nie tak dawno rozszerzanie diety było dla mnie ogromną zagadką. Kompletnie nie miałam pojęcia kiedy zacząć i od czego, nie mówiąc już o tym w jaki sposób wprowadzać nowe posiłki do jadłospisu mojej Córeczki. 

Przyszedł jednak ten moment, kiedy na talerz miały wskoczyć warzywa, owoce, kaszki i soczki. Ze względu na fakt, że rozszerzanie diety wypadło nam akurat w styczniu, gdzie niestety nie miałam dostępu do pewnych, nie pryskanych warzyw i owoców postanowiliśmy rozpocząć naszą przygodę od gotowych słoiczków. Sensowne wydaje mi się stwierdzenie, że ich składniki są poddawane bardziej rygorystycznej kontroli niż te które możemy kupić w supermarkecie. 

Nasza droga przez pokarmy stałe naznaczona była jednak już od początku większą czujnością ze względu na nietolerancję mleka krowiego u Panny N. Możesz o tym przeczytać w poście 'Czy nietolerancja pokarmowa u niemowlaka to wyrok na przyszłość'

Swój sposób wprowadzania nowych posiłków konsultowałam z pediatrą alergologiem, mogę więc z czystym sercem podać Ci tych kilka rad.

1. Pierwsze podajemy zawsze warzywa! Podając dziecku jako pierwsze owoce może się zdarzyć, że dziecko nie będzie chciało zaakceptować potem smaku niesłodkich warzyw.


2. Każdy nowy pokarm należy podawać przez 3-5 dni bez innych nowości w diecie swojej (jeśli karmisz piersią), jak i dziecka. Reakcja alergiczna może bowiem wystąpić już od chwili po podaniu aż do tych kilku dni. 3 dni to absolutne minimum!


3. Zaczynamy od 1 łyżeczki! Jeśli jako pierwszy pokarm wybrałaś marchewkę - podaj tylko 1 łyżeczkę pierwszego dnia. Pół lub cały słoiczek na raz mógłby wywołać problemy żołądkowe u maleństwa, którego układ pokarmowy nigdy nie miał do czynienia z innym pokarmem niż mleko. Oczywiście potem, gdy dziecko od jakiegoś czasu jada już stałe posiłki, nowy produkt nie musi być już podawany w tak malej ilości.


4. Jeśli wystąpi reakcja alergiczna u dziecka na dany pokarm, odstaw go i później spróbuj jeszcze raz podać, by upewnić się, że to on nie jest tolerowany przez organizm Twojego dziecka. Jeśli rzeczywiście to on wywołał uczulenie, odstaw go na okres 3 miesięcy, po czym spróbuj wprowadzić go znowu uważnie obserwując reakcje dziecka. Lekarz u którego byliśmy powiedział, że u tak małego dziecka dojrzewanie układu pokarmowego tak dynamiczne, że po 3 miesiącach produkt nietolerowany może już spokojnie nie wywoływać żadnej alergii. 


5. Nie wprowadzaj wszystkiego na raz - pośpiech możne tylko zaszkodzić. Jeśli podasz dziecku zbyt wiele nowych produktów na raz, może ono zareagować uczuleniem. Przy dużej ilości nowych pokarmów ciężko będzie dojść co rzeczywiście nie jest tolerowane.

6. Rób notatki! Staraj się notować dokładnie wszystko co wprowadzasz do diety swojej lub swojego dziecka, by  każdej chwili móc sprawdzić co ewentualnie wywołało reakcję alergiczną


7. Wprowadź do diety dziecka gluten miedzy 5 a 7 miesiącem życia. Wtedy najlepiej jest on tolerowany przez dzieci. Podobno podany po 1 roku życia częściej może wywołać alergię.

8. Jeśli wprowadzasz nabiał do diety swojego dziecka wybieraj te produkty, które znajdują się w szklanych słoikach. Niestety te, które producenci umieszczają w plastikowych opakowaniach zawierają dużo konserwantów. 

Rozszerzanie diety dziecka i momenty, kiedy z apetytem pochłania kolejną łyżeczkę nowego dania to ogromna przyjemność i szczęście dla każdego rodzica. Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała również o niewysłowionej radości matki, która po szczęśliwym zakończeniu karmienia musi wykąpać dziecko i siebie, zrobić pranie i wyszorować cały dom, ponieważ pociecha zechciała naśladować traktor z pełną buzią dyni. Oczywiście w innych okolicznościach przyrody, kiedy chcesz pochwalić się jak dziecko ładnie naśladuje dźwięki - ono akurat milczy. Życie!



Pamiętaj, że zanim zastosujesz jakiekolwiek porady zamieszczone w internecie, skonsultuj się z lekarzem. Informacje zamieszczone w internecie nie zastąpią kontaktu ze specjalistą.




Jeśli podobał Ci się mój tekst udostępnij go lub zostaw komentarz, a  będę wiedziała, że moja praca ma sens. Twój gest to ogromna motywacja do dalszego pisania!
Czytaj więcej >

sobota, 1 kwietnia 2017

Czy nietolerancja pokarmowa u niemowlaka to wyrok na przyszłość


Czy nietolerancja pokarmowa u niemowlaka to wyrok na przyszłość


Gdy moja Córeczka miała około 3 miesiące na jej policzkach pojawiły się delikatne rumieńce, które z biegiem czasu zaczynały być coraz czerwieńsze, aż w końcu stały się błyszczące i szorstkie. Były dni kiedy bledły i nie było ich widać, czasem znów były bardzo widoczne. Skóra w dotyku była jednak zawsze nieprzyjemna. 


Przy każdej okazji pytałam lekarzy co to może być, jednak każdy z nich mówił coś innego, bagatelizując problem. Niestety wadą bycia młodą matką pierwszego dziecka jest to, że niekoniecznie masz pojęcia co z czym się je. Skoro więc lekarze mówili mi, że nie mam się czym martwić, ufałam im i starałam się nie rozdmuchiwać czegoś co może nie jest tego warte. Jeden z pediatrów powiedział mi, że być może jest to uczulenie na krowie mleko i kazał mi ograniczyć ilość spożywanego nabiału do niewielkiej ilości mleka do kawy. Tak też zrobiłam. Policzki poprawiły się, jednak nie zniknęły. 

W końcu postanowiłam zrezygnować całkowicie z mleka i obserwować. Rzeczywiście po kilku dniach policzki wróciły do normy. Wszystko stało się dla mnie jasne - Panna N nie toleruje mleka krowiego. Wydawało mi się, że w takim razie nie ma już problemu, ponieważ mleka nie piję i nie będę. Co jednak w przyszłości? 

Niestety w pewnym momencie spostrzegłam, że skóra na ciałku Córeczki jest bardziej sucha niż zwykle i pojawiły się na niej niewielkie liszaje. Bardziej doświadczone mamy stwierdziły, że plamy te to sucha skóra i efekt ślinienia się Panny N. Znowu dałam się zwieść i choć nie dawało mi to spokoju, starałam się nie siać paniki i obserwować. Szalę przeważył moment, w którym zjadłam nieszczęsnego tuńczyka w puszce. Następnego dnia na buzi pojawiły się dobrze znane mi plamy. Tego było za wiele. Umówiłam się więc na wizytę do pediatry alergologa. W internecie wyczytałam przerażające informacje o AZS, jego wpływie na życie i czarnych scenariuszach życia z alergikiem. Byłam przerażona. 

Gdy lekarz zobaczył moją Córeczkę od razy stwierdził, że to AZS. Zalecenia to smarowanie 3-4 razy dziennie emolientem, podawanie dziecku kropli Zyrtec (2x dziennie po 4 krople) i smarowanie robioną maścią sterydową zmian na skórze. Dostałam też rozpiskę produktów spożywczych, z których jedzenia miałam zrezygnować na dwa tygodnie, ponieważ karmię piersią. 

Maść sterydowa, ze względu na konieczność robienia jej na zamówienie nie została podana dziecku od razu. Kupiliśmy emolienty i już tego samego wieczoru wysmarowałam Małą od stóp do głów. Rano ponowiłam cały rytuał i ku mojemu zdziwieniu popołudniu wszystkie liszaje i sucha skóra zniknęły. Policzki także wróciły do normy. Po odebraniu maści nie podawałam jej więc. Przez kolejne 14 dni katowałam siebie dietą a Małej nie rozszerzałam diety. 

W końcu udałam się na wizytę kontrolną do innego lekarza, który wytłumaczył mi (ku mojemu szczęściu) co mam jeść, a czego unikać, jak rozszerzać dietę niemowlaka a także jak pielęgnować skórę dziecka. Okazuje się także, że AZS występujący u niemowlaków znika najczęściej do pierwszego roku życia, pod warunkiem wyeliminowania z diety alergenu. Oczywiście, zdarzają się przypadki, gdzie schorzenie to utrzymuje się do końca życia. Są to jednak wyjątki. 

O tym jak rozszerzać dietę niemowlaka przygotuję wkrótce osobny post. Chciałabym przekazać w nim wszystko co udało mi się dowiedzieć, ponieważ wiem, że wiele młodych mam nie ma pojęcia jak rozpocząć przygodę ze stałymi posiłkami u dzieciaków. W osobnym poście napiszę Wam również o tym co powinna jeść kobieta karmiąca a czego koniecznie unikać. Dowiedziałam się mnóstwa ciekawych informacji, które w zasadzie przydadzą się każdej kobiecie. Sama nigdy bym nie przypuszczała, jak wiele niezdrowego jedzenia codziennie pochłaniamy myśląc, że jemy zdrowo. O tym jednak innym razem. 

Na tą chwilę mamy smarować się tylko emolientami 1-2 razy dziennie, kąpać w specjalnej emulsji i obserwować skórę dziecka. Dopiero w momencie pogorszenia jej stanu możemy wprowadzić leczniczą maść niesterydową. Maść sterydowa ma być ostatecznością, gdy stan skóry jest bardzo zły i nie chce poprawić się przy powyższych sposobach. 

Najważniejsza rzecz jednak, którą chciałabym przekazać wszystkim wystraszonym jak ja wcześniej matkom. Czy nietolerancja pokarmowa u niemowlaka to wyrok na przyszłość? Absolutnie nie! Bardzo często jest to tylko wynik niedojrzałości układu pokarmowego, który jednak szybko ewoluuje i jeśli tylko w porę wyeliminujemy z diety dziecka i swojej (jeśli karmimy piersią) konkretny alergen, jest bardzo duża szansa, że za jakiś czas nietolerancja ustąpi i bez obaw będziemy mogły wprowadzić ten pokarm znowu do diety. Niezwykle ważne jest jednak obserwowanie swojego dziecka i reagowanie na wszelkie zmiany na ciele, ponieważ nieleczona nietolerancja i podawanie dziecku pokarmu, który go uczula może prowadzić do astmy, atopowego zapalenia skóry, który utrzymywać się będzie w życiu dorosłym a także innych dolegliwości.



Jeśli podobał Ci się mój tekst udostępnij go lub zostaw komentarz, a  będę wiedziała, że moja praca ma sens. Twój gest to ogromna motywacja do dalszego pisania!
Czytaj więcej >

czwartek, 30 marca 2017

Czy żałuję swojego wyboru?

Czy żałuję swojego wyboru

Kocham moje życie, takim jakie jest. Nie ma lepszego scenariusza. Czasem słyszę pytanie czy chciałabym być gdzieś indziej. Czy może nie wolałabym robić kariery albo korzystać z młodości na imprezach, wyjazdach czy grillach. Może mogłabym teraz opalać się nad morzem w ciepłych krajach, zdobywać szczyty albo piąć się po schodach kariery zawodowej.


Czy to uczyniłoby mnie szczęśliwszą?

No właśnie. Często ludzie pytają mnie czy nie żałuję swojego wyboru, który pociągnął za sobą lawinę innych konsekwencji. W moim wieku można przecież zdobywać świat, oddychać pełną piersią i brać od życia to co najlepsze. Wielkie miasta, duże możliwości, kina, teatry i galerie handlowe, parki, wyjazdy i huczne imprezy do białego rana. Schemat życia w dzisiejszych czasach jest taki przewidywalny.

A ja?

WYŁAMAŁAM SIĘ. Pragnęłam czegoś innego niż wszyscy. Teraz siedzę w domu, na mojej Prowincji i "nie korzystam z uroków" młodości i wielkiego miasta. Ale wiesz co?

Nie ma nic wspanialszego niż czuły wzrok mojego męża, który po całym dniu leży obok mnie w łóżku. Nie ma nic piękniejszego od bycia budzonym przez małe rączki, które niezgrabnie ciągną mnie za włosy. Nie ma piękniejszej muzyki niż śmiech szczęśliwego dziecka. Nie ma nic bardziej fascynującego niż wspólna zabawa i odkrywanie świata. I nie ma też lepszego uczucia niż to, gdy wieczorem ta maleńka istota wtula się we mnie jakbym była największym schronem, całym światem i poczuciem bezpieczeństwa. Być najważniejszym dla kogoś kto uczy się świata i patrzy na Ciebie jak na siódmy cud świata - to jest dopiero wyzwanie! Każdego dnia staram się wypełniać je najlepiej jak potrafię. Żadna impreza świata nie odda mi też tych chwil, kiedy we trójkę bawimy się na dywanie. Kiedy widzę z jaką miłością mój mąż patrzy na dziecko. 

I powiem Ci więcej. Kocham to. Kocham to nasze "niedzisiejsze" życie i ten nasz wybór. On sprawił, że jestem najszczęśliwszą żoną i matką i nic ani nikt nie jest w stanie tego zastąpić. Gdybym miała wybierać raz jeszcze nie zawahałabym się nawet przez chwilę. Bo szczęście, miłość i młodość jest w moim domu, w mojej rodzinie.

Nie ma nic piękniejszego niż rodzina, kochający mąż i dziecko. 

Pewnie powiesz, że jestem niedzisiejsza. Masz rację! Ale rodzina od zawsze była moim największym marzeniem. I nie myśl, że nie mam ambicji, marzeń czy planów. Mam i to całe mnóstwo! Nadejdzie czas, kiedy zacznę je realizować. Krok po kroku. W domu będzie ktoś, kto będzie na mnie czekał i z radością rzucał mi się na szyję po ciężkim dniu. Sens życia o wielkich, mądrych oczkach, dla którego właśnie będę chciała być przykładem i motywacją w dążeniu do celów. Na karierę przyjdzie jeszcze czas, a teraz oddaję się swojej córeczce i staram się rozwijać siebie, by w przyszłości to mogło zaowocować. 

I kończąc już te moje wywody, jeszcze jeden argument ciśnie mi się na usta. Kiedy moi rówieśnice będą chciały po kilku latach pracy założyć rodziny, iść na macierzyński - ja będę miała już odchowane dziecko i będę spokojnie mogła oddać się rozwojowi zawodowemu. To tylko moje zdanie, moje życie i moja sprawa - nie krytykuję nikogo, ponieważ na szczęście każdy może decydować o sobie i myśleć inaczej. Dla mnie jednak najważniejsza jest rodzina. A cała reszta to dodatek, po który chętnie sięgnę - ale tylko z nimi. Oni są moją siłą napędową do życia!



Jeśli podobał Ci się mój tekst udostępnij go lub zostaw komentarz, a  będę wiedziała, że moja praca ma sens. Twój gest to ogromna motywacja do dalszego pisania!
Czytaj więcej >

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia