poniedziałek, 11 lipca 2016

Kto próbuje wmówić mi jak mam żyć?



No właśnie. Czy tylko ja czuję, że próbuje mi się wcisnąć coś co nie jest moje i nijak ma się do mojego spojrzenia na życie? Kto próbuje wmówić mi jak mam żyć?!


Czy Ty też masz wrażenie, że dzisiejsze czasy starają się wcisnąć nam jakie mamy być? Czasem mam wrażenie, że w świecie nie ma miejsca na własne zdanie i własną osobowość. Zabija się indywidualność i zamienia na bylejakość i sztuczność. Masz być szczuła, wysortowana, nieskazitelnie umalowana i ubrana od stóp do głów w najnowsze trendy. Rozstępy, blizny i zbędne kilogramy to zło, które sprawia, że nie możesz być szczęśliwa. Dobra matka to tylko ta, która karmi piersią, kobieta spełniona ma mieć na swoim koncie sukces zawodowy ale i czas dla dzieci. Wspaniała żona to ta, która poświęca się tylko i wyłącznie dla męża. Ale zaraz! A gdzie w tym wszystkim Ty?! Gdzie to czego Ty pragniesz? Czy serio po ulicach muszą chodzić tylko kobiety, które wyglądają jak klony siebie nawzajem? Jak ogromna ilość wyjątkowych kobiet szpeci się chcąc wcisnąć się w wykreowane schematy.

Sama często łapię się na tym, że daje się porwać w ten głupi wyścig szczurów. Z góry narzuca się nam jak mamy wyglądać, co jeść, jak się malować i co lubić robić. Ideał kobiety w tych czasach jest długonoga, szczupła (czasem nawet zalatująca lekką niedowagą), mocno umalowana dziewczyna, która je tylko to co jest fit i light, w wolnym czasie uprawia tylko sport (pamiętajmy, że ćwicząc nie poci się ani nie nabiera rumieńców – to jest passe), a wybierając się na zakupy, do koszyka wkłada tylko produkty eco. A co jeśli jesteś dziewczyną bez niedowagi, nie do twarzy Ci z centymetrową warstwą makijażu na twarzy i czasem wolisz zjeść kebab zamiast sałatki? No w zasadzie to nie pasujesz do społeczeństwa. Nikt Ci tego nie powie, ale prędzej czy później poczujesz na swoim policzku oddech presji społecznej.

O ile promowanie zdrowego stylu życia i włączenia sportu do dnia codziennego jest według mnie świetnym pomysłem – nie możemy zapominać, że jesteśmy pokoleniem kanapowców – tak z drugiej strony przesadne narzucanie nam gotowych schematów, jest… lekką przesadą.

W swoim życiu staram się odżywiać zdrowo, o ruch też starałam się dbać (ze względu na ciąże i odgórne zalecenia w tym momencie nie mogę) ale czy serio mam czuć się gorsza, ponieważ nie lubię mocnego makijażu i twarzy zalepionej siedmioma mazidłami? Czy serio mam chodzić w spodniach typu „boyfriend” nawet jeśli wyglądam w nich jak w worku na ziemniaki? Czy wtedy będzie można nazwać mnie „modnie ubraną”? Nawet jeśli nie będę mogła spojrzeć na siebie w lustrze?


Nie wiem jak Ty, ale ja nie chce godzić się na wkładanie w schematy i z góry ułożone zasady jak ma wyglądać moje życie, jak mam wychowywać swoje dziecko i co gotować na obiad. Chętnie korzystam z wielu porad, czytam o nowościach i z ciekawością przyglądam się nowym teoriom wychowania dzieci i życia. Ale nie zamierzam pozwolić zamknąć się w jakiś schematach. To moje życie i to ja chcę mieć nad nim kontrolę, nie chcę żeby ktoś decydował czy mam jeść sałatę czy schabowego ;) 


Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia