wtorek, 12 lipca 2016

O co mam pretensje do dzisiejszych czasów?




Czasy olbrzymich możliwości i młodych ludzi. Tak reklamowany jest czas, który właśnie toczy się obok Ciebie. A właściwie, tak nazywamy codzienność, która chcąc czy nie chcąc dyktuje warunki Twojego życia. 


Kiedyś wszystko wydawało się oczywiste i takie proste. Z zazdrością zadzierałam głowę do góry i podziwiałam dorosłych. Ich życie wydawało się takie piękne i proste. Samodzielność, podejmowanie własnych decyzji i to, że mogli mieć męża czy żonę. Dokładnie! Zawsze miałam słabość do instytucji małżeństwa. Marzeniem mojego życia zawsze był mąż i gromadka dzieci. Choć lata leciały, różne cele i marzenia (na przykład o byciu sławną aktorką) odchodziły w zapomnienie, a ta jedna jedyna tęsknota pozostawała niewzruszona. Im byłam starsza w zasadzie stawała się ona coraz bardziej ukształtowana i silniejsza. Zapytasz mnie pewnie co z karierą zawodową i samorealizacją. Czy byłam totalną ignorantką, której obojętne było czym będzie zajmować się zawodowo? Absolutnie nie! Zawsze byłam odrobinę zbyt ambitna i raczej bardzo konkretnie widziałam siebie w przyszłej pracy. W ciągu lat poznałam swoje dobre i złe strony i wiem już, co chciałabym robić i w czym mogę być naprawdę dobra, gdy mój macierzyński dobiegnie końca. 

Tu jednak pojawia się pytanie - jak pogodzić swoje marzenia i aspiracje z dobrem dzieci i rodziny. Nie wiem czy słyszałaś kiedyś te opowieści, którymi chętnie dzielą się dziadkowie i babcie. Ja wielokrotnie słyszałam o pracy, w której ludzie spełniali się  zawodowo, zawierali przyjaźnie i mieli czas dla swoich dzieci! A pracę kończyli (UWAGA!) o 15 lub 16!  To były czasy, gdy nasi rodzice byli jeszcze dziećmi. Przedsiębiorstwa wysyłały swoich pracowników na wakacje z rodziną, po 50 roku życia przysługiwała emerytura. Czy czytając ostatnie zdania nie masz wrażenia, że czytasz o jakimś fantasy? Nie chce wyolbrzymiać. Ale mam wrażenie, że dzisiejsze czasy skupione są tylko wokół pracy i wypełnianiu procentowych planów miesięcznych. Wtedy ludzie mieli czas, po prostu na ... życie. Gdzie dziś jest miejsce na rodzinę? Miłość? Przyjaciół? O odpoczynku nawet nie wspomnę... 

Pewnie powiesz mi, że przesadzam. Ja odpowiem Ci, że mam nadzieję, że to Ty będziesz miała rację! Bardzo chciałabym, żeby to co zaobserwowałam ostatnio było tylko nieprzyjemnym złudzeniem. Już przechodzę do rzeczy. 

Jeszcze na studiach wydawało mi się, że realia są trochę inne. Choć sporo pracowałam zawodowo jakoś wyglądało to tak normalnie, po ludzku. Rzecz zmieniła się teraz. Chwilowo, z powodów ode mnie niezależnych musiałam przejść na ciążowe L4. Od stycznia siedzę w domu plackiem i staram się nie zwariować z nudów. Dużo obserwuje ludzi i otaczającą rzeczywistość, może dlatego, że moje priorytety z wiadomych przyczyn ulegają nieuchronnym zmianom. Nagle okazało się, że moje marzenia, które od dzieciństwa skrywałam w sobie będą musiały przejść pewne poprawki. 

Znasz te kadry z filmów i reklam, gdzie uśmiechnięta rodzina je wspólny obiad albo spędza czas aktywnie? Znasz te momenty, w których tata wygłupia się z dzieciakami a potem czyta im bajkę na dobranoc? Albo wspólne wypady nad wodę. Beztrosko spędzony czas, gdzie rodzina jest razem. To zawsze było moje marzenie. I gdy poznałam mojego męża od razu wiedziałam, że dokładnie takiego ojca zawsze chciałam dla swoich dzieci. Więc o co mi chodzi?! W czym mam problem?!

No chodzi o ten nieszczęsny czas! Obserwując dzisiejsze czasy, może właśnie z takiego miejsca w jakim teraz jestem widzę, że to ciągły pęd i niekończąca się praca. Kiedy mój mąż czy Twój, Droga Czytelniczko ma mieć czas na spędzanie tak ważnych chwil z dziećmi skoro ciągle jest w pracy, ciągle ma coś do zrobienia i ciągle gonią go jakieś terminy?! Myślałam, że tylko mój mężczyzna spędza w pracy drugie tyle co powinien, ale rozmawiając z ludźmi zdałam sobie sprawę, że 12-16 godzin dziennie w pracy to w większości przypadków teraz norma!!! Jak więc ma wyglądać ta nowoczesna rodzina XXI wieku? Jestem typem człowieka, który musi pracować i spełniać się zawodowo. Siedząc w domu bardzo się męczę i muszę mieć swoje zawodowe poletko, żeby czuć się szczęśliwa. Nie wyobrażam sobie sytuacji, żebym nie pracowała zawodowo po macierzyńskim. Obawiam się tylko jak to ma wyglądać? Czy kobiety XXI wieku muszą wybierać między tym czy ich dzieci będą oglądać je na zdjęciach czy też mają pozostać w domu niespełnione, by ich rodziny jakoś funkcjonowały? Czy świat zawali się jeśli popołudniami rodziny będą razem?


A czy Ty uważasz, że w takiej rzeczywistości  jest miejsce na rodzinę, miłość i dbanie o relacje?



* http://www.polskieradio.pl/9/305/Artykul/840197,Spieszyc-sie-spieszyc-sie-spieszyc-kogos



Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia