sobota, 31 grudnia 2016

Wielki comeback i kilka rzeczy, których nauczyłam się w 2016 (plus ekstra zapowiedź)



Dziś Sylwester, ostatni dzień 2016 roku. Doskonały moment na powrót, ale też pewne podsumowanie tego co wydarzyło się w minionym roku.


Ostatnie cztery miesiące wywróciły moje życie do góry nogami. Znacie to? W jednym momencie przychodzi zmiana, która nie równa się żadnej poprzedniej. Taka, która zmienia Ciebie, Twoje przyzwyczajenia i cały światopogląd. Dziecko. Nie mogę powiedzieć, że przychodzi znienacka, bo w zasadzie miałam 9 miesięcy, które w jakimś stopniu utwierdzały mnie w fakcie rychłego zostania mamą. W moim przypadku maluch nie śpieszył się na świat i w zasadzie trzeba ją było namawiać, żeby zechciała zawitać na ten świat (ale o tym innym razem).

Dziś chciałabym podzielić się z Wami kilkoma rzeczami, których nauczył mnie ten rok.

1. Cierpliwość
    - no właśnie. Zawsze byłam porywcza i moje motto brzmiało raczej "wszystko na już". Cierpliwość i ja raczej chadzałyśmy zupełnie innymi drogami, które jednak z przymusu skrzyżowały się w tym roku. Zdecydowanie nauczyłam się czekać!

2. Twój plan to nie zawsze plan losu
   - ten rok nauczył mnie, że są kwestie na które nie mamy wpływu i należy pogodzić się z rzeczywistością. Mój plan czasem nikogo nie obchodzi... Przykład? Od zeszłej Wigilii, kiedy dowiedziałam się, że nasze grono powiększy się o jednego członka z utęsknieniem czekałam na tegoroczne Święta Bożego Narodzenia. Nie mogłam się doczekać, aż cała nasza trójka zasiądzie do Wigilijnego stołu. Oczami wyobraźni widziałam już wspólne kolędowanie z dzieckiem na rękach, zachwyt moich rodziców, szczęście mojej babci i dziadziusia na widok prawnuczki, prezenty i choinkę, które będę pokazywać mojej małej dziewczynce. Efekt? Zaskakujący! Tydzień przed Świętami dostałam rotawirusa, moja mama grypy. Po kilku dniach, dzień przed Wigilią dołączył z grypą mój mąż, w same Święta ja dostałam gorączki, moja mama rotawirusa, moja babcia grypy. W efekcie w zasadzie nasze Święta ograniczyły się do wspólnego chorowania. Co bardziej nieprawdopodobne, dokładnie dziś mieliśmy mieć gości i super impreze z przyjaciółmi i panną N. We wtorek jednak mąż dostał rotawirusa, córka w środę, a wczoraj ja dostałam grypy! Nie mogę Wam nie powiedzieć, że w międzyczasie mój tata i siostra zarazili się rotawirusem a dziadziuś grypą. Czy to nie jest nieprawdopodobne? W pewnym momencie człowiek nie wie czy się śmiać czy płakać. Po przekroczeniu tej granicy zostaje już tylko śmiech.

3. Uśmiech dziecka rekompensuje każde poświęcenie
   - nieprzespane noce, zmęczenie i brak czasu dla siebie. No i co z tego skoro ta mała istotka na Twój widok uśmiecha się od ucha do ucha?!

4. Osoby, które powinny znać się na tym co mówią, nie zawsze się znają. Lepiej zaufaj sobie i instynktowi!

5. Dobre rady są dobre dopóki mają pokrycie w rzeczywistości. Jest mnóstwo "dobrych rad", które można wsadzić między bajki i nie ma sensu nawet o nich myśleć.

6. Są osoby, którym nie da się wytłumaczyć, że nie mają racji choćby podać im wyniki badań naukowych na tacy. Rada? Potakuj i rób swoje.

7. Od Ciebie zależy czy Twoja rodzina będzie szczęśliwa. Jeśli postanowisz być szczęśliwa to będziesz robiła wszystko by tak się stało.

8. Jestem mega leniwa :D Ale, ale. W przyszłym roku się poprawię ;)


A co na blogu w nadchodzącym czasie?!

W kolejnych postach postaram się skrócić moje ostatnie cztery miesiące nieobecności. Nie zabraknie również pikantnych szczegółów z porodówki i oddziału noworodków, który mnie hmmm... niebywale zaskoczył. Dowiecie się również dlaczego w szpitalu zmieniałam siedem razy sale, co do mojego porodu miał Pałac Kultury, dlaczego chcieli mnie meldować w szpitalu i o tym kto pojawił się na porodówce w trakcie wykluwania się Panny N. Pokaże Wam kulisy akcji "Pogromić lenistwo" i "Ogarnij się wreszcie matka!".

A tymczasem zmykam na nasze pidżama party z Panną N, która postanowiła poczekać ze spaniem do Nowego Roku.


Wspaniałego Roku 2017 Kochani!

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia