wtorek, 31 stycznia 2017

Co ma wspólnego Pałac Kultury z moim porodem i o gościach na porodówce. Część 3

Pałac Kultury, poród, goście na porodówce



Jak pamiętacie z drugiej części mojego porodowego cyklu, o godzinie 22 obudził mnie dziwny ból brzucha. Pomyślałam sobie jednak, że to znowu jakiś fałszywy alarm, więc... odwróciłam sie na drugi bok i poszłam dalej spać. Za chwilę jednak historia się powtórzyła. Byłam pewna, że to kolejny żart losu, ale tym razem postanowiłam być bardziej przebiegła i przejść się po korytarzu żeby zobaczyć czy przejdzie. 
Jak możecie się do
myślić ledwo mogłam dojść do kuchni na oddziale, chociaż mieściła się niedaleko mojego pokoju. Postanowiłam więc odwiedzić pokój położnych i po prostu zapytać czy aby napewno i tym razem porod to tylko moje pobożne życzenie. 


Położne zapytały mnie co ile czasu pojawiają się skurcze i ile trwaja. Ale spokojnie, na to pytanie byłam przygotowana! Chwilę przed wejściem do ich pokoju mierzyłam skrupulatnie czas na aplikacji. Zgięta wpół odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że pojawiają się co 2 minuty i trwają około 50 sekund. Co na to usłyszałam? Zostałam odesłana na salę, bo z pewnością mi się wydaje. Z łaską w głosie kazały mi obserwować się przez następne pół godziny i w razie, gdyby nie przeszło zajrzeć do nich znowu. Jedna z pań poinstruowała mnie, że gdy zacznie się poród najpierw dostanę skurczy co 20-15 minut. Co miałam zrobić? Pozbierałam się z podłogi, na której prawie już leżałam z bólu i rozpoczęłam swój spacerek po korytarzu. Tym razem postanowiłam, że nie będę zawracać Panu Mężowi głowy jakimiś kolejnymi fałszywymi alarmami i zadzwonię po niego dopiero gdyby zabrali mnie na blok porodowy. 


Jak możecie się domyślać, mój spacer po korytarzu przez kolejne pół godziny przypominał raczej dantejskie sceny niż spacerek korytarzem. Kiedy juz byłam pewna, że samo nie przejdzie dowlekłam sie znowu do pokoju położnych oznajmiając, że skurcze nie ustępują i pojawiają się co 1,5 minuty.
Paniom nawet nie chciało się wstać z fotela. W końcu 22 to późna godzina, a ciasteczka same się nie zjedzą :D
Znów usłyszałam, że to niemożliwe i z pewnością dostałam skurczy przepowiadających. Jedna z położnych zlitowała się wreszcie i postanowiła sprawdzić twardość mojego brzucha. Jakie było jej zdziwienie, gdy okazało się, że jednak jest twardy jak skała. Druga "przemiła" położna nadal jednak nie skora była do interwencji i telefonu po lekarza. W końcu jednak lekarz został wezwany. Po badaniu stwierdził, że szyjka została praktycznie zgładzona i no cóż, rodze. CO?! Zaraz, zaraz ja naprawdę RODZE?! Nie mogłam w to uwierzyć, ale w sumie nie było czasu na zastanawianie, Miałam tylko chwilę na to by spakować swój cały dobytek, a jak już Wam wspominałam było co pakować 😳



Po przejściu na blok porodowy zadzwoniłam do męża i poinformowałam, że Panna N. dziś postanowiła jednak wyjść. Położna kazała mi jednak przekazać mężowi, że nie może teraz przyjechać. Powiedziała, że w odpowiednim czasie powie mi że mogę po niego zadzwonić. 

Na wstępnym zapisie ktg czekały na mnie jednak ciekawe wiadomości. Okazało się, że żadne skurcze nie są widoczne na urządzeniu! W głowie pojawiła mi się przerażająca myśl: "Zaraz odeślą mnie do sali. To znowu fałszywy alarm!". Po chwili pojawił się lekarz, który chciał ze mną porozmawiać. To co powiedział, było trochę załamujące...



Ciąg dalszy nastąpi...


Jeśli jakimś cudem przeoczyliście poprzednie części to możecie to nadrobić:

- część 1
- część 2

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia