niedziela, 7 maja 2017

3,2,1... start! Mój codzienny wyścig z czasem


Czas wolny matki


Znasz to? 

Dziecko zamyka oczy a dla mnie rozpoczyna się wyścig z czasem. Czuję się szczęśliwa z tak dumnie brzmiącego 'czasu dla siebie'. Biegnę do kuchni i nastawiam kawę. Tyle chcę zrobić dla siebie w trakcie tej drzemki. Planowałam ten moment od rana. Tylko ja. To mój czas, moje chwile. Trzeba to wykorzystać. Nie mogę stać w miejscu! To musi być rozwijający czas. Nie mogę tępo gapić się w ekran i wegetować. 


Dobra to może angielski? Tak! Doskonale. Sama postanowiłam sobie przecież ćwiczyć języki obce. To zaowocuje. Zrobię angielski! 
Chociaż w sumie dawno nie pisałam nic na bloga. Zależy mi na nim bardzo, więc chyba powinnam tam dziś zajrzeć. Dobra, to szybko napisze jakiś post a potem poćwiczę słownictwo z angielskiego. 
Ok. Siedzę. W głowie tryliardy myśli, których sama nie jestem w stanie ogarnąć. O czym to miał być ten post? Kurde sama nie wiem. Chce żeby trafił do ludzi, żeby się z nim utożsamiali. Już wiem! W głowie koncepcja sama się układa. Aj! Zapomniałam! Muszę nastawić wodę na kaszkę, bo jak Mała wstanie to będzie głodna. Lecę. No tak. Mięso miałam zamarynować. Potem pewnie nie odlepię od siebie tej małej istotki i znów będą na obiad kanapki. Eh. W międzyczasie to w sumie pasowałoby zjeść śniadanie, bo boję się, że burczenie w brzuchu obudzi dziecko. No i pranie... Kurde nie! Stop. Pranie poczeka. Siadam! Na plecach czuję oddech uciekającego czasu. O czym to ja miałam pisać? Wena odeszła... No nic. To może ten angielski! Słówka otwarte, ale nie tylko one... Spostrzegam, że otwarte są też wielkie oczy mojej córeczki, która uśmiecha się i wyciąga rączki. Czas na kaszkę. No nic, zrobię to wszystko wieczorem. Wróci mąż z pracy. Pomoże mi. Poproszę o czas dla siebie. 


O godzinie 17:30 drzwi otwierają się i w progu staje zmęczony i głodny gospodarz domu. Je obiad a potem chce zająć się dzieckiem, żebym mogła mieć chwilę dla siebie. Kochany jest! Siadam. W głowie czuję znany mi dobrze natłok myśli i niezdecydowanie co do sposobu spędzenia tego wyczekiwanego czasu. Priorytety! Gdzie są priorytety? Do głowy przychodzi mi niewłączona zmywarka i bałagan, który próbuje sam wyjść z kuchni. Jeśli nie zrobię tego teraz to jutro się nie pozbieram. Poczucie obowiązku dobija się do mojej głowy jak szalone. Niech będzie. Pospieszę się!
40 minut później siadam do swoich spraw lekko podirytowana tym, że sprzątanie zajęło mi aż tyle czasu. Znowu spotykam się z uczuciem, które z pewnością czuje pies puszczony z łańcucha. Co robić? Dobra, po kolei. Blog! Odpalam laptopa i włączam internet. Tylko na moment wchodzę na facebooka, bo wyświetliły mi się nieodczytane wiadomości. O! Koleżanka dodała nowe zdjęcie! Mm.. A na forum ktoś zadał ciekawe pytanie. Tylko poczytam kilka odpowiedzi. Nagle okazuje się, że moje dziecko zgłodniało. I godzina wskazuje, że czas na kąpiel i usypianie. No nic. Dokończę później. W zasadzie to dopiero zacznę... Godzinę później Panna N. smacznie śpi. Ja już zdenerwowana swoim opóźnieniem i tym, że cały dzień nic nie zrobiłam siadam do pisania. Przez 15 minut gapię się w pusty arkusz Worda. Jestem tak zmęczona, że nie myślę. W głowie pustka i jedyna myśl, która przychodzi mi do głowy to wewnętrzne błaganie o sen. Jeśli zaraz się nie położę  to zasnę na stole. A czeka mnie jeszcze kilka pobudek na karmienie w nocy. Zrezygnowana sunę do łazienki, a potem zasypiam gdy tylko poczuję poziom. Jutro będzie lepiej! Tak! Jutro wykorzystam swój czas wolny maksymalnie i zrobię mnóstwo super rzeczy!


Domyślasz się może scenariusza następnego dnia?
 Jak jest u Was? Może radzicie sobie lepiej i podsuniecie mi kilka cennych rad?

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia